Tuż po projekcji jednego z najgłośniejszych filmów ostatniego roku, odbyło się spotkanie z kierowniczką do spraw lokacji Martą Malinowską-Jagieło oraz kierowniczką produkcji Luizą Skrzek, które opowiedziały o kulisach powstawania „Dziewczyny z igłą”.

Już na początku Marta podzieliła się osobistą historią – jeszcze jako studentka szkoły filmowej oglądała debiut Magnusa von Horna i pomyślała wtedy, że chciałaby kiedyś pracować z tym reżyserem. – Po niemal dekadzie to marzenie się spełniło – przyznała. 

Ekipa filmowa zrealizowała zdjęcia w kilku miastach – od Łodzi, przez Wrocław i Kłodzko, aż po Szwecję. Twórcy mierzyli się z wieloma wyzwaniami, choćby koniecznością zablokowania jednej z głównych ulic w Łodzi czy odtworzeniem przestrzeni z lat 20. XX wieku w zupełnie współczesnej scenerii. – Czasem trzeba się było ratować półśrodkami, na przykład trambusem, czyli hybrydą tramwaju i autobusu, żeby wiarygodnie pokazać realia sprzed stu lat – wspominała Marta.

Prowadzący Artur Zaborski zwrócił uwagę na kontekst polityczno-społeczny filmu, który powstawał w czasie, gdy w Polsce trwał czarny protest, a w Danii wprowadzano liberalne przepisy aborcyjne. – To ważny element, ale naszym największym wyzwaniem była współpraca międzynarodowa – pogodzenie duńskiej i szwedzkiej mentalności ze stylem pracy Polaków. Polacy bywają emocjonalni i gotowi pracować bez wytchnienia, podczas gdy Skandynawowie stawiają na higienę pracy i krótsze dni zdjęciowe – mówiła Marta. Dodała, że Magnus von Horn doskonale pełnił rolę mediatora – znał polski temperament i skandynawską powściągliwość, potrafił więc pogodzić te dwie kultury pracy.

Nie zabrakło też pytań o polski wkład w produkcję. – Ponad dwieście Polaków pracowało przy filmie, od głównych pionów po statystów. To w ogromnej mierze polska produkcja – podkreślała Luiza. Jednocześnie twórczynie zaznaczały, że Dziewczyna z igłą nie miała być wierną rekonstrukcją Kopenhagi sprzed stu lat. – Nigdzie wprost nie pada, że to Kopenhaga. Chcieliśmy stworzyć przestrzeń, która jest zawieszona poza konkretnym miejscem i czasem, by historia była uniwersalna – tłumaczyła Marta.

Publiczność usłyszała również osobiste refleksje związane z międzynarodowym sukcesem filmu. Luiza wspominała pokaz w Cannes, gdzie film oglądały dwa tysiące osób. – Łzy same płynęły. Każdy z nas, studiując w szkole filmowej, marzy, żeby filmy nie lądowały w szufladzie. To produkcja, która na zawsze zapisała się w historii polskiej kinematografii.

 

Ola Pruszyńska