Od poczwarki do imago
17. Solanin Film Festiwal to seanse, spotkania z twórcami, a czasami – oba równocześnie. Tak było z filmem „Imago”, któremu towarzyszyło spotkanie z reżyserą Olgą Chajdas oraz Łukaszem Orbitowskim – odtwórcą jednej z ról drugoplanowych i jurorem tegorocznej edycji Solanina.
„Imago” jest opowieścią osadzoną w świecie trójmiejskiego punka lat 80. – rozkwitającego na tle aktywnej, gdańskiej „Solidarności”. Stąd element muzyczny był dla filmu kluczowy:
– Zdecydowaliśmy się skomponować nasz własny zespół, by mieć całkowitą wolność. Andrzej Smolik [kompozytor filmowy, przyp. red.] niesamowicie się tym jarał, każdy kabel i instrument ściągał z epoki, a każdy kawałek grany był na żywo, choć z minimalnym montażem. Pavel Hrdlička tak to musiał montować, by Andrzej się później nie zorientował – wspominała reżyserka filmu.
Jakkolwiek lata 80. jako okres wchodzenia w młodość są cokolwiek chwalebne, to wrażliwą oraz żywiołową Olę zajmują bardziej osobiste, kobiece problemy. – Jej postać to nie tyle świadomy bunt przeciw społeczeństwu, co potrzeba określenia samej siebie – tłumaczyła Olga Chajdas.
Główna bohaterka jej filmu równocześnie zakochuje się w punkowej muzyce oraz studencie ASP, a jak się prędko okazuje, kariera eksperymentalnej wokalistki i rola dziewczyny niekoniecznie się uzupełniają. Rozdźwięk ten na przestrzeni filmu jest jednak zbyt płynny, by uformować klasyczny dylemat.
– Wtedy było fatalnie, stałem w kolejkach po cukier, w szkole dostawałem w mordę i nie mogłem oglądać filmu ze Schwarzeneggerem. Czułem się świetnie, mogąc wrócić, bo w odróżnieniu od dzieciństwa, z końcem dnia zdjęciowego mogłem tę rzeczywistość opuścić. Dziś jest dużo lepiej, rzeczywistość stała się tym, co w PRL-u było dla nas jedynie opowieścią – dopowiadał Łukasz Orbitowski.
– Nie jestem aktorem, aktorzy się kształcą i dysponują umiejętnościami, których ja nigdy nie posiadłem. W „Dziadku, wiejemy!” [kolejny, wspólny film Orbitowskiego i Chajdas, przyp. red.], gdzie moje zadanie polegało na mamrotaniu i kręceniu do bólu kołem sterowym. Czasem do filmu zatrudnia się grzmota po to, żeby był tylko grzmotem – tak skwitował swój występ znany pisarz.
Przemysław Gładkojć


