„Powstawanie filmu to nie tylko odhaczanie scenariusza”
Festiwalowe spotkanie wokół filmu Jestem zaczęło się od pytania o punkt startowy tej podróży. – Zaczęło się tam, gdzie każda podróż się zaczyna, czyli od zdenerwowania – mówił reżyser Cezary Orłowski. Zwrócił uwagę, że kino zbyt często pokazuje osoby z niepełnosprawnościami wyłącznie przez pryzmat ich ograniczeń. – Dla mnie to cecha jak kolor włosów czy skóry. Nie definicja człowieka. Ta historia to nie jest opowieść o niepełnosprawności, tylko o pierwszej miłości. Uniwersalna, bo wszyscy jesteśmy ludźmi.
To podejście, jak podkreślił prowadzący Artur Zaborski, jest rzadkie zarówno w polskim, jak i europejskim kinie. Na planie nie brakowało też trudnych decyzji, choćby przy scenie pierwszego razu bohaterów – Sandry i Bartka, granych przez Paulę Rakowską i Szymona Grzecha. – Okazało się, że w Polsce nikt nie chciał się podjąć koordynacji scen intymnych z aktorami z zespołem Downa. Kurczę… Czy my naprawdę musieliśmy przejść przez ponad 100 lat kina, żeby to się wydarzyło, i to w dodatku w Warszawskiej Szkole Filmowej? – mówił reżyser.
Do projektu dołączyła Katarzyna Figura, dla której scenariusz stał się wyjątkową szansą. – To temat niedotykany. W kinie europejskim scena pierwszego razu osób z zespołem Downa jest ewenementem. A tutaj chodzi o miłość dwojga ludzi. Uniwersalną. Było w tym coś niezwykle ważnego, coś, co rzadko zdarza się w dużych produkcjach – podkreślała.
Orłowski z kolei przyznał, że nie mógł myśleć o tym, iż pracuje z ikoną polskiego kina, bo by zwariował. – Ja traktuję kino jak spotkanie. Katarzyna Figura była dla mnie partnerką, artystką przez wielkie A, dla której bardzo ważna jest twórcza współpraca – zaznaczał. Jednym z przykładów była sytuacja na planie, gdy aktorka podsunęła mu tomik poezji Różewicza, co zmieniło rezultat jednej ze scen.
Spotkanie pokazało też kulisy pracy młodych filmowców. Improwizacje, długie ujęcia trwające po 10 minut, ale i ogromna otwartość. – Nie chodzi tylko o odhaczanie scenariusza, bo wtedy film byłby bez duszy – podkreślała Figura.
Padło też pytanie o przyszłość tej historii. – Myśleliśmy o kontynuacji, o filmie, w którym matka odchodzi, a zakochani chcą spełnić jej ostatnie marzenie – zdradziła aktorka. Orłowski dodał, że kolejna część „już się w nim buduje” – inspiracją był odbiór filmu podczas festiwalu w Wenecji.
Ola Pruszyńska


